Wyprawa do Norwegii Północnej

(27.07  - 18.08.2013 r.)

W Skandynawii byliśmy już wiele razy. Nigdy jednak daleko na północy. Zawsze słyszałem głosy: po co?, dlaczego tak daleko?, za drogo... . Teraz większość problemów rozwiązuje kamper. Daleko - nie przeszkadza. Śpimy i jedziemy dalej. Drogo - tanio jest wtedy jak się w domu siedzi. A po co? - PO PRZYGODĘ!!!. Decyzja zapadła już w zeszłym roku. Jedziemy na Nordkapp i dalej północną Norwegią do granicy z Rosją. Powrót przez Finlandię, Estonię, Łotwę i Litwę. Potem z powodu braku pewnych informacji o możliwościach przeprawy promowej Helsinki-Tallinn bez wcześniejszej rezerwacji (kamper to wszak wolność), zmieniliśmy plany. Powrót był przez Szwecję wzdłuż Zatoki Botnickiej. Ostatecznie trasa nasza wiodła przez: Poznań- Sassnitz-Prom-Trellegorg-Jonkoping-Ostersund-Rzeka Harkan-Kiruna-Tromso-Nordkapp-Lakselv-Tana Bru-Vadso-Vardo-Kirkenes-Grense Jakobselv-Inari-Rovaniemi-Lulea-Umea-Sztokholm-Olandia-Trelleborg-Prom-Sassnitz-Poznań. Razem przejechaliśmy 8 700 km. Pierwszy dłuższy postój zaplanowaliśmy nad jedną z najlepszych rzek pstrągowo-lipieniowych w Szwecji. To rzeka Harkan. W okolicy jest jeszcze jedna i podobno nie gorsza -Logan. Po wykupieniu w "automacie" trzydniowej licencji (koszt 150 SEK) urządziliśmy biwak nad samą wodą w świetnie przygotowanym miejscu. Wiata przeciwdeszczowa, kosz na śmieci, bardzo schludne leśne WC, miejsce na ognisko i porąbane drewno na ogień. Tak wędkarska Szwecja czeka na turystów. 20 metrów od wiaty płynie wartka rzeka pełna lipieni. Jednym słowem RAJ. Z dużym żalem trzeciego dnia po śniadaniu opuściliśmy to cudowne miejsce i ruszyliśmy na północ. Następna noc (oczywiście jasna) zastała nas  dopiero pod Kiruną. Kolejnego dnia udaliśmy się w kierunku szwedzkiego Parku Narodowego Abisko. W tym miejscu należy polecić dla wszystkich przemierzających Skandynawię bardzo dobry przewodnik "Skandynawia Parki narodowe i rezerwaty przyrody" autorstwa Andrzeja Garskiego. Znajdziecie tam bardzo praktyczne rady dla miłośników pieszych wycieczek oraz płytę CD z mapami wszystkich polecanych wędrówek. Po krótkiej, dwugodzinnej wędrówce po parku Abisko, podziwianiu pięknego wąwozu wyżłobionego przez rzekę Abiskojakka, obładowani zebranymi czerwonymi kozakami, ruszyliśmy w kierunku Norwegii. Po kilu dniach tułaczki po norweskich fjordach i wyspach dotarliśmy na Nordkapp. Droga wiodła przez tunel o długości 6875m, wyżłobiony 212 m pod poziomem morza. Przejazd tunelem jest bezpłatny choć większość przewodników informuje o "słonej" opłacie. Sam wjazd na Nordkapp to już niestety wydatek 235 NOK na osobę. To sporo, ale miejsce jest magiczne i trzeba wiedzieć, że bilet jest ważny przez dwie doby, jest wielokrotny i można tam nocować kamperem. Planując dwudniowy pobyt należy pamiętać aby tam wjechać z pełnym zbiornikiem czystej wody i pustym szarej. "Kota" też nie ma gdzie wyprowadzić. Miłośnikom  pieszych wędrówek polecamy wycieczkę na prawdziwy przylądek północny Knivskjellodden, który jest punktem o 1,5 km dalej wysuniętym na północ niż komercyjny Nordkapp. Jest to jednak wyczerpująca wędrówka 3 godz. w jedna stronę i należy ją zacząć z parkingu położonego kilka kilometrów przed wjazdem na Nordkapp. Z Przylądka Północnego skierowaliśmy się na wschód w kierunku Rosji. Trasa wiodła przez fiordy, skały, surowe krajobrazy i puste drogi. Należy bardzo uważać na wędrujące i pasące się renifery. Na szczęście nie mają one zwyczaju wbiegać pod samochód, ale pasący się na poboczu renifer lubi wejść na drogę prosto przed maskę. To przecież ich terytorium. Dotarliśmy do samego końca wschodniej Norwegi do miejscowości Grense Jakobselv. Tu urządziliśmy dłuższy postój. Złapałem tam sporo czarników - prawdopodobnie ruskich. Gdybym nie złamał  wędki zostalibyśmy tam na noc. Aby się nie męczyć w miejscu pełnym ryb ruszyliśmy wieczorem w kierunku Finlandii. Kolejnego dnia odwiedziliśmy wioskę Świętego Mikołaja w Rovaniemi. Przejeżdżając należy się zatrzymać, pojechać specjalnie - nie polecamy. W tym dniu skończyła się "kamperowa wolność". Trzeba było nakreślić ścisły plan dalszej podróży tak by zdążyć na prom i ostatniego dnia dotrzeć do domu. Starczyło jednak czasu na jeszcze jedną rzekę łososiową, wędrówkę po parku narodowym Skuleskogen, zwiedzanie muzeum Okrętu Króla III WAZY w Sztokholmie i objechanie wyspy Oland (wjazd 6 kilometrowym mostem). Przedostatni rezerwowy dzień wykorzystałem na kilkugodzinny rekonesans nad pstrągową rzeką Alsteran. Tu jednak nie mam się czym pochwalić, choć rzeka uważana jest za bardzo rybną. Wymaga zakupu dość drogiej licencji 150 SEK za dzień łapania. Rzeka podzielona jest na kilka sektorów z odrębnymi zasadami połowu. Po pięciu godzinach walki z muchówką na dwóch odcinkach poddałem się bez ryby. Dalej pozostał już tylko nudny przejazd południową Szwecją do Trelleborga, załadunek na prom i 3,5 godzinny rejs do Sassnitz.

 

Szczegóły wyprawy można obejrzeć w poniższej foto-relacji:

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

            

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

          

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

        

 

O inne szczegóły możesz zapytać kontaktując się ze mną:

e-mail

[Do góry]