Druga wyprawa do Norwegii

(18.04 do 25.04.2009 r)

..10 kwietnia 2009 r.

Czując pewien niedosyt morskich przygód we wrześniu 2008 roku postanowiliśmy powtórzyć wizytę w Norwegii. Wybór padł na łowiska południowe i drugą połowę  kwietnia. Skorzystaliśmy z oferty biura NOVASOL, zarezerwowaliśmy domek i łódź w miejscowości Sogndalstrand. Jest to mała osada rybacka położona 100 km na południe od Stavanger. Łowisko zapowiada się ciekawie, choć większość interesujących miejsc położonych jest na otwartym morzu co w znacznym stopniu uzależnia nas od pogody.

 

 

Przed nami jeszcze Wielkanoc, a w przyszłym tygodniu już tylko ostre przygotowania i pakowanie. W piątek 17 kwietnia wyruszamy w długą drogę. Jedziemy samochodem przez Niemcy i Danię (ok. 1100 km) do duńskiego portu Hirtshals. Potem 11,5 godziny promem linii Fjordline do miejscowości Stavanger w Norwegii, a następnie już tylko 100 km do Sogndalstrand - razem około 30 godzin podróży. Planując wyjazd do Norwegii warto przyjrzeć się ofercie tej linii, albowiem w styczniu udało nam się zarezerwoać ten rejs (samochód plus trzech pasażerów w jedną stronę) za 25 Euro. Oferta naszego domku przewiduje dostęp do Internetu. Jeśli rzeczywiście tak będzie to postaramy się  relacjonować wyprawę na bieżąco.

 

..18 kwietnia 2009 r.

Podróż przebiegła zgodnie z planem. Na przejzd do Danii (Hirsthals) trzeba zarezerwować minimum 12 godzin (prom nie czeka). Statek Bergensfjord okazał się wygodnym. 11-to godzinna podróż do Stavanger (port Tananger) przebiegła szybko. Dwu godzinny przejazd przez malowniczą Norwegię (Rogaland) dostarczył wielu wrażeń. Wyruszyliśmy z Poznania o godz. 17.00, a o 22.00 dnia następnego byliśmy na miejscu.

..21 kwietnia 2009 r.

Dwudniowa awaria internetu zakłóciła ciągłość relacji. Dwa minione dni spędziliśmy na morzu w pobliżu brzego. szukaliśmy z marnym skutkiem skupisk ryb. Po przedpołudniowym zwiedzaniu okolicy, po obiedzie wypłynęliśmy na ryby. Wreszcie pierwszy udany dzień. Słoneczna i bezwietrzna pogoda pozwoliła łapać na pełnym morzu. Około 4 km od brzegu na rozległym wypłyceniu ryby zaczęły brać jak szalone. Przez cztery godziny we dwóch złapaliśmy 42 czarniaki. Zabawa była przednia choć rybom do rekordowych dużo brakowało.

 

..22 kwietnia 2009 r.

Dzisiaj wygrało morze. Po dwóch godzinach wędkowania na 1,5 metrowej fali, z początkiem choroby morskiej wróciliśmy do domu. Wybraliśmy się na wycieczkę samochodową do miasta Egersund. Zrobiliśmy  trochę zdjęć. Czas się jednak dłużył, na morzu płynie znacznie szybciej. Zwłaszcza jeżeli biorą ryby. Na jutro zapowiadają słaby wiatr, więc chyba połowimy.

 

..23 kwietnia 2009 r.

Probnozy pogody na norweskiej stronie www.yr.no zgadzają się w przysłowiowych 99%. Cały dzień wiał słaby wiatr. Wykorzystaliśmy to skrzętnie. W morze wypłynęliśmy przed 10.00 i spędziliśmy cały dzień na wodzie. Łowiliśmy jeszcze dalej. Mimo spenetrowania odległej 7 km od brzegu dwudziestometrowej płycizny dużych ryb i dorszy nie znaleźliśmy. Mimo to połów był obfity - 2 rdzawce ok. 3 kg i ponad 70 czarniaków 1- 1,5 kg.

 

..24 kwietnia 2009 r.

Od rana wieje wiatr 6 m/s i nie zapowiadają poprawy przed wieczorem. Dzień minął na sprzątaniu łodzi i pakowaniu. Po obiedzie piesze wycieczki po okolicy. Jutro rano wyjeżdżamy.

 

    W drodze powrotnej mięliśmy sporo czasu. Prom odpływał dopiero o godz. 21.00. Zwiedziliśmy fjord Lyskefjorden i wspięliśmy się na wodospad Manafoss. Planowaliśmy dotrzeć do słynnej półki sklanej zwanej kazalnicą Preikestolen. Po dojechaniu na parking okazało się, że do kazalnicy jest 2,5 godzinne podejście i drugie tyle czasu trzeba rezerwować na zejście. Zabrakło czasu. zdążyliśmy jednak zwiedzić miasto Stavanger, a konkretnie stare miasto i port z muzeum wydobycia ropy naftowej. O godzinie 20.00 ustawiliśmy się w kolejce na prom do Danii. Zaliczyliśmy program rozrywkowy z miłym zespołem muzycznym i po nocy w kabinie za dodatkowe 148 Euro wylądowaliśmy o godz. 8.30 w Hitshals. Teraz już "tylko" 1100 km jazdy po duńskich i niemieckich autostradach. Po drodze zatrzymaliśmy się nad Kanałem Kilońskim. Zrobiliśmy trochę zdjęć. Można tu podziwiać płynące w obu kierunkach statki pełnomorskie z odległości kilkudziesięciu metrów. Około godz. 21.00 dojeżdżamy do Poznania.

Konkludując, naszą wyprawę można uznać za udaną. Nie obfitowała jednak w duże ryby. Brak fjordu, który zapewniałby ciągłość łowienia w razie silniejszego wiatru spowodował, że połowa dni była wyłączone z łowienia. Ogólnie dość silny wiatr uniemożliwiał swobodne penetrowanie wybranych łowisk ze względu na duży uciąg i dość dużą falę. Brakowało nam ciężkich pilkerów do łowienia na dużym dryfie. To było nasze zaniedbanie. Łowisko ma specyficzną cechę, tzn. od brzegu jest dość głęboko (100-150 m), a dalej płycizny do wysepek włącznie. Płycizny jednak są na otwartym morzu i te większe w odległości ok. 7 km od naszej przystani. Przy większym wietrze nie ma celu tak daleko płynąć. Szczęśliwie mieliśmy dwa dni spokojnego morza i w te dni połowiliśmy. Gospodarz twierdzi, że najlepszy okres to luty i marzec,  ale nieśmiało podejrzewamy, że brakuje mu w te miesiące obsady domku. Styczeń, luty i marzec to miesiące tarła dużych ryb, ale tylko na niektórych łowiskach (Lofoty i dalej na północ). Wtedy padają rekordy. Czy na południu Norwegii jest tak samo? Tego jeszcze nie wiemy. Będziemy konsultować nasze spostrzeżenia z doświadczonymi wędkarzami i uwzględnimy to przy wyborze następnego miejsca i czasu wyprawy. Do pozytywnych cech wyprawy trzeba niewątpliwie dodać ciekawe doświadczenia  turystyczne, z wyprawą  „w góry” włącznie. Widoki w Norwegii zawsze są  zachwycające i trzeba im poświęcić troczę czasu nawet kosztem czas spędzonego na rybach.

 

     

 

     

 

     

 

     

 

     

 

O inne szczegóły możesz zapytać kontaktując się z nami:

Krzysztof Lach, Piotr Wilk

tel.kom. 0601 498990, 0506 176357

e-mail

[Do góry]